W czerwcu zbudowałem sobie stronę internetową. Siedem podstron, animacje, formularz kontaktowy, optymalizacja pod wyszukiwarki i pod agenty AI. Nie napisałem ani jednej linijki kodu. Opisałem po polsku, co chcę zobaczyć, a AI to zbudowało. Dziesięć lat temu potrzebowałbym projektanta, frontendowca i paru tygodni. Teraz wystarczyło kilka wieczorów.
Mniej więcej wtedy trafiłem na tekst Hussaina Ibarry o tym, że większość drogich, specjalistycznych umiejętności straci wartość szybciej, niż nam się wydaje. Ta teza zagnieździła mi się w głowie, bo opisuje dokładnie to, co widzę we własnej pracy. A mechanizm jest stary jak technologia: każda jej fala zabiera pracę opartą na powtarzalnej sprawności, a ludzie przenoszą się tam, gdzie maszyna nie sięga. Poniżej mapa tego, co po naszej stronie zostaje. I jedno przesunięcie akcentu względem Hussaina, do którego dojdę na końcu.
KontekstSpecjalizacja przestaje być polisą
Przez kilkanaście lat budowałem wartość zawodową na specjalizacji. Projekty budowlane, harmonogramy, koordynacja branż na dużych inwestycjach. Potem produkty z drewna. Wszędzie ta sama logika: im węższa i głębsza kompetencja, tym drożej mogę ją sprzedać.
I ta logika właśnie przestaje działać. Dario Amodei, szef Anthropic, mówi wprost: AI może przejąć połowę pracy umysłowej w ciągu kilku lat. Można na to machnąć ręką: to tylko marketing szefa firmy od AI. Tylko że ja tę zmianę widzę w swoim tygodniu pracy. Research, który robiłem dzień, robię w godzinę. Kod, którego nie umiem pisać, powstaje na moich oczach. Analiza dokumentacji, kiedyś osobne zlecenie dla kogoś, dziś jedno polecenie. Jensen Huang z Nvidii zapowiedział to już w 2024 roku: językiem programowania przyszłości będzie język, którym mówisz na co dzień.
Nie jesteśmy przy tym pierwsi. Druk z dnia na dzień odebrał pracę skrybom, którzy latami doskonalili rzemiosło ręcznego kopiowania ksiąg i mieli z tego prestiż oraz dobre życie. Maszyna do pisania zabrała pracę kopistom, żniwiarka mechaniczna dziesiątkom ludzi na polu, linia produkcyjna rzemieślnikom w manufakturach. Nowe w obecnej fali jest tylko jedno: pierwszy raz uderza ona w pracę umysłową. W nas, którzy byliśmy przekonani, że dyplom i wąska specjalizacja to polisa na całe życie.
Do tego dochodzi rzecz, którą Hussain wyciąga mocniej niż większość piszących o AI: etat daje znacznie więcej niż pieniądze. Daje tożsamość, strukturę dnia, ludzi wokół, poczucie bycia potrzebnym i sens. Jeśli AI przejmie dużą część pracy, nie zniknie tylko wypłata, zniknie rusztowanie, na którym większość z nas opiera codzienne życie. Kto nie wyznaczy sobie własnych celów, temu prędzej czy później wyznaczy je ktoś inny.
Pytanie przestaje więc brzmieć "czy AI zmieni rynek pracy". Zaczyna brzmieć: co konkretnie robić, żeby za pięć lat mieć coś do zaoferowania?
MapaCztery rzeczy, które zostają
Hussain wskazuje cztery umiejętności, które będą drożeć, kiedy cała reszta potanieje. Podpisuję się pod tą listą, bo każdą z nich sprawdzam na sobie.
Sprawczość. Zdolność powiedzenia "chcę, żeby istniało X" i doprowadzenia do tego, że X istnieje. Bez czekania na zlecenie, zgodę i sprzyjające warunki. AI nie ma własnych celów, czeka na kierunek. Im więcej narzędzi dostajesz, tym cenniejsza jest umiejętność wskazania, co właściwie budujemy. U mnie to była zmiana z "wykonuję projekty klientów" na "sam decyduję, co powstanie w tym kwartale".
Gust i perspektywa. Kiedy każdy ma dostęp do tej samej inteligencji, sama inteligencja przestaje być przewagą. Przewagą staje się to, czego model nie ma: twoje przeżycia, twoje pomyłki, twój sposób patrzenia. Dwie osoby z tym samym narzędziem zbudują dwa zupełnie różne produkty. Różnica siedzi w tysiącu drobnych wyborów, których nie da się zlecić.
Osąd. AI poda ci trzy warianty i uzasadni każdy. Decyzji nie podejmie. Którą ofertę przyjąć, który projekt uciąć, kiedy powiedzieć klientowi "nie". Pisałem już na blogu o Kahnemanie i o tym, jak fatalnie szacujemy czas własnych projektów. Wniosek z tamtego tekstu tu wraca: dane może przynieść maszyna, ale odpowiedzialność za decyzję zostaje po stronie człowieka. I dobrze, bo to za nią płacą najwięcej.
Szeroki generalizm. AI jest świetne w wąskich, dobrze opisanych zadaniach. Słabsze w łączeniu odległych światów. Człowiek, który rozumie jednocześnie materiał, klienta, pieniądze i technologię, widzi rzeczy, których nie widzi ani wąski specjalista, ani model. Najciekawsi twórcy, jakich znam, są dobrzy w kilku dziedzinach naraz i to na styku tych dziedzin powstają ich najlepsze rzeczy.
PrzesunięcieGdzie to wszystko trenujesz naraz
I tu z Hussainem lekko się rozjeżdżamy. On mówi: naucz się tych czterech umiejętności. Ja po kilkunastu latach pracy w projektach mam jedną wątpliwość: żadnej z nich nie nauczysz się z kursu.
Nie ma szkolenia ze sprawczości. Nie ma certyfikatu z gustu.
Jest za to jedno zajęcie, które trenuje wszystkie cztery jednocześnie: praca przy budowie nowego produktu.
Zobacz, jak to się składa. Nowy produkt wymusza sprawczość, bo na starcie nie istnieje nic i nikt ci nie powie, co robić dalej. Wymusza gust, bo po drodze podejmujesz tysiąc drobnych decyzji o tym, jak coś ma działać i wyglądać. Wymusza osąd, bo ciągle decydujesz, co uciąć, co zostawić i kiedy pokazać rzecz światu, mimo że nie jest idealna. I wymusza generalizm, bo nagle obok samego wytwarzania robisz wycenę, rozmowę z klientem, marketing i logistykę.
Produkt nie musi być startupem na miliony. Może być stołem, który ktoś kupi. Notatnikiem. Stroną, która przynosi zapytania. Usługą w nowym kształcie. Skala nie ma znaczenia. Znaczenie ma pełny cykl: od pomysłu, przez prototyp, po moment, w którym ktoś obcy płaci własnymi pieniędzmi. Sprawdzam to w dwóch światach naraz: w warsztacie, gdzie z desek powstają rzeczy, które można dotknąć, i w cyfrowym, gdzie AI skróciło drogę od pomysłu do działającego prototypu z miesięcy do dni. W obu po drodze zostaje ślad: rzecz, która istnieje, bo ją dowiozłem. Żadne CV tak nie działa.
RuchOd czego zacząć
AI obniżyło koszt budowania do poziomu, przy którym brak własnego produktu przestał być kwestią bariery, a stał się kwestią decyzji. Fala znowu zabiera pracę opartą na powtarzalnej sprawności i znowu opłaca się przenieść tam, gdzie maszyna nie sięga: do wyznaczania kierunku, wybierania i składania rzeczy w całość. Czyli do budowania.
Dlatego nie pytaj "jakich umiejętności się uczyć". Zapytaj "co mogę zbudować w trzy miesiące i pokazać światu". Odpowiedź na drugie pytanie załatwi ci pierwsze.
Jeden produkt, trzy miesiące, jeden obcy człowiek, który płaci. To cały plan treningowy na następną dekadę.
Tekst zainspirowany wpisem Hussaina Ibarry "Most high-income skills will be irrelevant in 10 years". Mapa jest jego, przesunięcie akcentu moje.
Budujesz coś śmiałego?
Jeśli to brzmi jak ktoś, z kim chciałbyś pogadać albo popracować, to dobrze trafiłeś. Napisz i opowiedz, co chcesz zbudować i po co.
Napisz do mnie →